DrukujDrukuj

Niezwykłe warsztaty artystyczne w Kielcach. Uczą się malować ikony

Autor:
mkolera
Alicja Tuz i Kazimiera Wójtowicz

Nauczycielki, bibliotekarka, dyrektorka szkoły, skrzypaczka z filharmonii, emerytowany inżynier, technik dentystyczny. Coraz częściej zwykłych ludzi łączy studiowanie niezwykłej tajemnicy.


Na początku jest słowo. Przed rozpoczęciem pracy modlą się:„…Niebiański Mistrzu, żarliwy architekcie wszelkiego stworzenia, zapal światło dla wzroku Twego sługi, strzeż jego serce i prowadź jego rękę, by mógł godnie i w sposób doskonały stworzyć Twój wizerunek, na chwałę i piękno Twego Świętego Kościoła”.


Potem każdy w ciszy pochyla się nad własną deską. Mozolnie nanoszą na lipowe drewno klej, płótno, kilkanaście warstw gruntu i szlifują do gładkości lustra. To pozwala uzyskać odpowiednią fakturę podłoża. Niektórzy mówią, że jest potrzebne do oczyszczenia wewnętrznego, przygotowania się na odwzorowanie wizerunku Maryi z Dzieciątkiem, Chrystusa, proroków, aniołów i świętych. Poprzez kilkadziesiąt warstw farby, kładzionych jedna po drugiej. Od najciemniejszej do najjaśniejszej, żeby wydobyć światło z cienia. Jak wydobywa się słowo z ciszy i nicości.


ŚWIETLICA


Warsztaty pisania ikon wymyślił cztery lata temu ksiądz Tomasz Kijowski, pochodzący z Przemyśla, opiekun Oratorium Świętokrzyskiego, które salezjanie prowadzą w parafii Świętego Krzyża w Kielcach. – Salezjanie starali się wtedy, żeby Oratorium uzyskało status świetlicy środowiskowej, oferującej różne metody pracy z młodzieżą, jedną z nich miały być warsztaty malowania ikon – opowiada Michał Płoski, prawnik, opozycjonista, były sekretarz biskupa Mieczysława Jaworskiego, uznany twórca i teoretyk ikon, który mówi o sobie, że jest „malarzem dewocjonaliów w stylu wschodnim”. Wspólnie z Anetą Pędzisz, absolwentką edukacji plastycznej rozkręcali pierwsze warsztaty pełni entuzjazmu, ale okazało się, że nastolatki wcale się nie garną do malowania ikon. – To chyba było za trudne wyzwanie dla młodzieży. Uformowała się natomiast grupa dorosłych entuzjastów, która powoli się rozrasta – mówi z satysfakcją Płoski. „Formacja” to ważne słowo. Dla malarza i dla instruktora. – Warsztaty powinna prowadzić osoba, która ma przygotowanie plastyczne, pedagogiczne i duchowe. Bo malarz wypowiada się w ikonie jako człowiek wiary – podkreśla.


Od trzech lat warsztaty w Oratorium prowadzi Alicja Tuz, córka znanego kieleckiego malarza Edo Tuza, absolwentka malarstwa. Razem z 30 uczniami zgłębia tajemnicę ikony. – Nie ma ładnych i brzydkich ikon – tłumaczy. – Każdy tutaj ma własną wrażliwość i możliwości, ja pokazuję skróty techniczne i dbam, żeby nie wyszli za daleko poza kanon ikony. Staram się nie ingerować za bardzo w ich prace, ale ponieważ malują osoby boskie, wyciągam z nich jak najwięcej się da - przyznaje.- Na początku strasznie się wstydzili, uprzedzali, że ostatni raz mieli kontakt z farbami w podstawówce albo jak malowali szafki w domu. A teraz? Proszę popatrzeć.


DOPEŁNIENIE


Na półokrągłej desce wyłania się scena Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. Pracuje nad nią Zygmunt Hajdorowicz, inżynier, były dyrektor Miejskiego Ośrodka Medycyny Pracy w Kielcach. Do przejścia na emeryturę dzielił życie na pół. Do południa były cyferki, kolumny, bryły. Po południu – barwy, kształty faktury, światła i cienie. Malował, rzeźbił właściwie od zawsze. W czasie choroby żony odkrył spokój płynący z ikon. Kiedy został sam, trafił na warsztaty do Oratorium. To było dopełnienie. Teraz pracuje codziennie po kilka godzin. – To jak modlitwa. Praca może być modlitwą. Nie umiałbym bez tego żyć - przyznaje.


Anetka, drobna, wrażliwa teolog i technik dentystyczny. Jeden zawód wyuczony dla siebie, drugi dla świata. Stan aktualny: bezrobotna. Stan permanentny: poszukiwanie - pracy, sensu, swojego miejsca w życiu. – Dzięki pisaniu ikon znalazłam spokój. To człowieka oczyszcza psychicznie i fizycznie. Już nie przeżywam tak strasznie, że nie mam pracy. Przecież w końcu coś znajdę – wierzy.


Kamila Rakosz, katechetka poleca malowanie ikon wszystkim, którzy nie mają czasu. Zaraziła tym swoją koleżankę matematyczkę. Teraz razem chodzą na warsztaty. - Przy ikonie wszystko zyskuje odpowiednie proporcje, czas i miejsce. Nie żal tego czasu, choć nad jednym obrazem trzeba spędzić średnio 100 godzin - uważa.


Kazimiera Wójtowicz, ekonomistka zajmująca się kontraktowaniem świadczeń zdrowotnych w przychodni Patron w Kielcach pracuje nad „Umileniem” (Matka Boża przytulająca twarz do Dzieciątka): – To są długie godziny w skupieniu, medytacji, które pozwalają człowiekowi wyciszyć się, oderwać od codzienności, odnaleźć spokój.


Michał Płoski tłumaczy: - Żyjemy w świecie, w którym, jak mówi profesor Gadacz, cywilizacja wyprzedza kulturę. Ludzie zaczynają być zmęczeni chaosem, hałasem, natłokiem wydarzeń i informacji. Im szybciej pędzą, tym bardziej potrzebują czegoś, przy czym mogliby się na chwilę zatrzymać. Popularnością cieszą się pustelnie, miejsca sprzyjające medytacji. Zaczyna się swoista „moda” na malowanie ikon. Praktycznie w każdym województwie jest jeden lub kilka warsztatów malowania ikon. Dwa największe ośrodki studiów ikony działają u Dominikanów na warszawskim Służewie i w Krakowie pod kierunkiem ojca Zygfryda Kota, jezuity. W Bielsku Podlaskim jest zawodowe Policealne Studium Ikonopisarstwa.


PIĘKNO, DOBRO I PRAWDA


Pani Ewa, filolog, nauczyciel ukrywa się za wyobrażeniem Świętego Mikołaja. Drobniutkimi krzyżykami pędzla dzierga błękit morza rozpościerającego się pod stopami świętego. Ikony stały się jej czasem odnalezionym, jak u Prousta, pełnym smakiem życia, które nie zawsze płynęło tak, jakby sobie życzyła. Teraz opiekuje się chorą mamą. Ma najdłuższy staż, namalowała ponad 200 ikon, ale uważa się za amatorkę, ciągle szuka, jeździ na warsztaty do Warszawy, Krakowa, zagłębia się w teologię ikony. – Bardzo dobrze, że ludzie zainteresowali się ikoną – uważa. – Może dzięki temu odrodzi się sztuka sakralna, bo to, co teraz widuje się w wystroju kościołów to często kicz, karykatura Boga. Zamiast znaleźć spokój, mam ochotę stamtąd uciec. Inaczej czuję się w pobliżu ikony, bo zgodnie z dawna zasadą jest namalowana tak, by oddawać piękno, dobro i prawdę.


- Sztuka sakralna Zachodu w okresie baroku zaczęła oddzielać się od liturgii i powstawać sama dla siebie jako wyraz artystycznych ambicji malarzy i fundatorów. Ikona pozostaje nierozerwalną częścią liturgii. Podkreślał to Jan Paweł II, mówi o tym Benedykt XVI. Ten renesans ikony nie jest przypadkowy – dodaje Michał Płoski.


CUDA


- A gdyby ikonę chciał namalować człowiek niewierzący? – pytam Alicję Tuz.


– Zgodnie z zasadami ikonę maluje się z wiary, praca opatrzona jest modlitwą, więc człowiek niewierzący pewnie nie miałby czego tu szukać. Chociaż, jeśli poszukuje odpowiedzi na jakieś pytania… Tak, wtedy z tej pracy mogą urodzić się dobre rzeczy – dodaje po zastanowieniu.


Aneta mocno w to wierzy: - Jedna pani powiedziała mi, że malując ikony zamalowała swojego raka. Rozumie pani: wyzdrowiała.


Zofia Grzesik, bibliotekarka mówi: - Malując ikony czuje się, jakby się uchylało zasłonę do nieba i oglądało rąbek tajemnicy albo pisało Ewangelię. Nie ma siły, człowiek musi stać się od tego lepszy. Modlitwa przy ikonie z zapaloną świecą może zdziałać cuda. Jeśli się wierzy.


- Zdarzają się pewne rzeczy, które trudno wytłumaczyć. Mówimy, że to nasze małe cuda – uśmiecha się Alicja. - Komuś poprawił się stan zdrowia, komuś, kto zaczął przychodzić na nasze spotkania, udało się znaleźć pracę. Przypadkiem, albo nie przypadkiem. To kwestia wiary.


DEDYKACJA


Zofia Grzesik namalowała ikony dla swoich pięciu synów: - Jak się maluje dla kogoś, podświadomie obdarza się obraz cechami tej osoby. Potem łapiemy się na tym, że Matka Boska jest podobna do siostry, anioł do syna, mają coś takiego w oczach, czy uśmiechu.


- To najpiękniejszy prezent, jaki można komuś ofiarować, bo powstaje w modlitwie, z myślą o tej osobie – mówi Kamila Rakosz.


Małgorzata Dudzińska maluje ikonę Chrystusa Pantokratora (Wszechwładcę). Na co dzień uczy języka niemieckiego w gimnazjum i liceum. Pisząc swoją pierwszą ikonę, myśli o swoich uczniach: - Tak jak oni robię błędy, jestem nieporadna i marzę o samodzielności.


Zgodnie z tradycją pierwsza ikona Małgorzaty zostanie w Oratorium, następne będzie mogła podarować, bo ikon się nie sprzedaje.


- Tak jak nie kupuje się mszy świętej - wyjaśnia Michał Płoski. – Można natomiast przekazać datek, stypendium, które ma zapewnić skromne utrzymanie księdzu. Malarze żyjący z malowania ikon również pobierają stypendium na skromne utrzymanie, zakup farb i materiałów.


SŁOWO


Na końcu jest słowo. Ostatnim dotknięciem farby jest wypisanie na ikonie (w języku starocerkiewno – słowiańskim lub rosyjskim) świętego imienia, do którego odwołuje się obraz. Bo ikona nie jest ani dla malarza, ani dla widza. Jest dla Boga. – I wtedy przychodzi najtrudniejszy moment: pomodlić się przed swoją ikoną – przyznaje pani Ewa. – Dla mnie to było bardzo ciężkie przeżycie. Ale jakoś się przemogłam, zapaliłam świecę i odmówiłam modlitwę. Nie ma w tym nic z bałwochwalstwa. To uznanie boskiej interwencji, natchnienia, które płynie od samego Boga. Człowiek jest tylko posłusznym rzemieślnikiem, który mniej lub bardziej udolnie odsłania na desce święte wyobrażenie.


- To zakończenie drogi duchowej związanej z malowaniem. Przestajemy myśleć o ikonie jako własnym utworze, który poprawiamy, udoskonalamy. Już nie ma nas, jest wyobrażenie bożej obecności – dopowiada Michał Płoski. Dopiero wtedy ikonę można poświęcić i postawić w domu (nie powiesić na ścianie).


TYMCZASEM


Po wystawie ikon, którą w ostatnią niedzielę zorganizowali uczestnicy warsztatów w kościele Świętego Krzyża, do Alicji Tuz zgłosili się nowi adepci, chcący zgłębiać tajemnicę obrazu. Tymczasem w pachnącej werniksem pracowni święci przycupnęli w złotych dziuplach ikon jak sowy i obdarzają oglądających ciepłym, mądrym spojrzeniem, wlewając w serce spokój i harmonię.


CO TO JEST IKONA


Ikona znaczy po grecku „obraz”. Jest to obraz sakralny wyobrażający postaci świętych, Matki Bożej, Chrystusa, sceny biblijne, wywodzący się z kultury bizantyjskiej, charakterystyczny dla kościoła prawosławnego i greckokatolickiego. Źródłem powstania ikony oraz jej przeznaczeniem jest modlitwa. Zarówno osoba tworząca ikonę, jak i gromadzący się wokół niej ludzie starają się poprzez modlitwę i kontemplację dotrzeć do jej istoty – zapisanego barwami imienia Bożego. Ikony mają swoją symbolikę: wysmukłe postaci świętych, przedstawione twarzą do widza, z dłonią uniesioną w geście błogosławieństwa są zapowiedzią otwierającej się przed nami niebiańskiej przestrzeni. Złociste tło, rozświetlające wizerunki świętych nimby to Boska Światłość, która jest oświeceniem dusz. Według legendy twórcą pierwszej ikony miał być Święty Łukasz Ewangelista. Dokumenty Soboru Nicejskiego (787 rok) mówią, że ikony były wykonywane już w czasach apostolskich. Za najwybitniejszego twórcę ikon uważa się Andrieja Rublowa, prawosławnego mnicha, żyjącego w Rosji na przełomie XIII i XIV wieku, uznanego przez cerkiew prawosławną za świętego. Ikony są obecne i czczone również w kościele rzymskokatolickim, w Polsce najbardziej znaną ikoną jest obraz Matki Bożej Częstochowskiej - Czarna Madonna znajdujący się w klasztorze jasnogórskim.


Iza BEDNARZ
i.bednarz@echodnia.eu

Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (3 głosy)