DrukujDrukuj

Świętokrzyskie obyczaje wielkanocne

Etykietowanie:
Autor:
Wojciech
Współautorzy:
  • skibam

Pogrzeb śledzia i słupy ognia - dawne wielkanocne obyczaje świętokrzyskie
Pogrzeb śledzia, śpiewające ptaki przy Grobie Pańskim, leczące jajka i słupy ognia - to tylko
niektóre wielkanocne obyczaje świętokrzyskie. Większość z nich zachowała się do dziś
Palmy świętokrzyskie są tradycyjne - krótkie. Robi się je zawsze z gałązek wierzbowych,
zielonych borowinek oraz z suszonych, barwionych traw i zbóż. Dodawane są również kwiatki
nieśmiertelnika. Jak wspominają starzy kielczanie, przed wojną biedniejsi wykonywali palmy
własnoręcznie, bogatsi kupowali przed kościołem. Po powrocie do domu zatykano je za "święty
obraz". Kiedy po pewnym czasie bazie wierzbowe zaczynały opadać, palmy nigdy nie wyrzucano, ale
spalano w piecu.
W Wielkim Tygodniu kieleccy właściciele sklepów dekorowali specjalnie wystawy. Najczęściej
były to rozwinięte i kwitnące w wazonach gałązki drzewek owocowych oraz baranki. Te ostatnie w
masarniach formowane były ze smalcu, a w cukierniach i piekarniach pieczone z ciasta. Czerwone
chorągiewki dodawano im dopiero w Wielką Sobotę. Piekarnie wypiekały również specjalne
bułeczki wielkanocne. Pokazywano już wszystko, co można było kupić na święta.
Od Wielkiego Czwartku kościołów na noc nie zamykano, bo do tradycji należało czuwanie, gdy Pan
Jezus przebywał w ciemnicy, a potem przy Jego grobie. Ponieważ rodziny były wówczas liczniejsze,
czuwano w ten sposób, że zawsze 2 - 3 osoby z każdego domu przebywały w kościele.
Na Ponidziu kultywowana jest jeszcze tradycja upamiętniająca Ostatnią Wieczerzę. Cała rodzina
zbiera się wieczorem w Wielki Czwartek przy stole, w ciszy spożywa jałowe, postne dania i modli
się.
Od niepamiętnych czasów w Wielki Piątek mężczyźni z Krajna i Radlina w Górach
Świętokrzyskich urządzają procesję przez pola. Idą śpiewając pieśni pasyjne w stronę
Kielc, do Leszczyn, gdzie podejmowani są herbatą.
W Wielki Piątek w domach przewracano stojące krzyże i figurki, a ustawiano je z powrotem po
rezurekcji. Wieczorem tego dnia lub rano w Wielką Sobotę urządzano uroczysty pogrzeb żuru i
śledzia. Kondukt śpiewając pieśni "żałobne" odchodził jak najdalej od wsi, aby zakopać
postne jedzenie, a jeśli stało w pobliżu drzewo, śledź stawał się wisielcem. Również w
Wielki Piątek rozpoczynano symbolicznie "pierwszą łopatą" budowę domu, a Wielką Sobotę
wrzucano święcone jajko w wykop fundamentowy. Jeśli dom był już gotowy, jajko przerzucano przez
dach. Także tego dnia gospodarze szczepili drzewka w ogrodzie lub podcinali im gałązki.
Jeszcze w latach 20. księża święcili pokarmy w domach lub przed nimi. Kapelan garnizonu
kieleckiego jeździł bryczką do wojewody, potem do dowódcy dywizji, następnie odwiedzał
żołnierzy 4 Pułku Piechoty, 2 Pułku Artylerii Lekkiej i batalionu łączności. We wsiach
wszyscy przynosili jedzenie do dworu, gdzie były specjalnie ustawione ławy. W miastach mieszkańcy
każdego domu przygotowywali takie miejsce na podwórzu. Stąd jeszcze w latach 50. wiele osób
nosiło pokarmy do kościoła na talerzu umieszczonym w związanej serwecie. Do tradycji należało
święcenie jajek zniesionych przez kury wyłącznie w Wielki Piątek i Sobotę.
Wierzono, że jajko ma moc uzdrawiania, a szczególnie w czasie Wielkiego Postu. Przetaczano je
wzdłuż kręgosłupa i pomiędzy łopatkami czyniąc krzyż na plecach chorego. Natomiast na ból
głowy przykładano do skroni połówki jajek gotowanych. Gdy chłopak nie miał śmiałości
wyznać miłość dziewczynie, wręczał jej święconą pisankę. Przyjęcie jajka oznaczało
wzajemność.
W Wielką Sobotę w Kielcach należało nawiedzić Grób Pański przynajmniej w trzech miejscach i
za każdym razem dać jałmużnę dziadom proszalnym, którzy licznie obsiadywali place
przykościelne. Groby urządzano nie tylko w kościołach, ale również we wszystkich kaplicach,
także w szpitalnych. Ponoć najpiękniej przystrojony była zawsze Grób w kaplicy domu Księży
Emerytów. We wszystkich kościołach w Kielcach, miasteczkach i na wsiach Grób Pański był
"śpiewający". Istniał wówczas powszechny zwyczaj hodowania w domu ptaków śpiewających. Za
Grobem ustawiano klatki z kanarkami i kosami. Przed Grobem zawsze była zielona łączka z prosa,
pszenicy, żyta lub rzeżuchy. Na Karczówce i u św. Wojciecha Grobu pilnowali strażacy, w
katedrze harcerze i alumni, w kościele garnizonowym wojsko, u św. Krzyża katolickie organizacje
młodzieżowe. Obecnie uroczyste zmiany wart strażaków w błyszczących hełmach, z toporkami i
tupiących podkutymi butami oglądać można na Karczówce, a warty żołnierskie w kościele
wojskowym.
Do dziś podczas procesji i rezurekcji przetrwał wszędzie zwyczaj strzelania przed kościołem z
petard (dawniej używano kalichlorku) na cześć Zmartwychwstałego. Wypuszczaniem ognia z ust
czczą Chrystusa w Koprzywnicy niedaleko Sandomierza. Podczas procesji rezurekcyjnej, która odbywa
się wieczorem w Wielką Sobotę, strażacy nabierają do ust naftę i wydmuchują ją przez
płonącą pochodnię tworząc wysoki słup ognia. Obyczaj ten nazywa się bziuki.
Pierwsza rezurekcja odprawiana była w Kielcach już w Wielką Sobotę o godz. 19 w kościele
garnizonowym. Uczestniczyły w niej uroczyście oddziały wojskowe, a z pobliskich wzgórz grzmiały
armaty. Wielkie tłumy z całego miasta przychodziły do katedry na godz. 21. W pozostałych
kościołach rezurekcję odprawiano o 5 rano w Niedzielę Wielkanocną. Do kościoła św.
Wojciecha, która to parafia obejmowała w większości tereny wiejskie, wierni spoza miasta
przyjeżdżali już wieczorem w Wielką Sobotę i spali na furmankach. Kobiety miały na sobie
kolorowe zapaski w miejsce czarnych, używanych przez cały Wielki Post.
Po rezurekcji u św. Wojciecha odbywały się wyścigi do domu. Tych, którzy mieli najszybsze
konie, czekały udane święta. Tradycja nakazywała przygotowanie jedzenia świątecznego z
produktów własnego gospodarstwa - swoje musiały być wędliny, mąka na wypieki i jajka.

Opracowano w oparciu o informację Katolickiej Agencji Informacyjnej z 2003 roku

Brak głosów